Wrzesień 2008 to nasza największa podróż - pojechaliśmy na miesiąc do USA! Zobaczyliśmy mnóstwo cudów przyrody i architektury. Polecam pokazy slajdów:
Polecieliśmy do Nowego Jorku, z przesiadką w Amsterdamie. Po nabraniu sił u znajomego pomieszkaliśmy chwilę na Manhattanie. Przez kilka dni łaziliśmy po przebogatych muzeach tego nieludzkiego miasta. Nie sposób znaleźć w nim chwilę wytchnienia, ale z drugiej strony miasto żyje całą dobę... Można wpaść na premierę pełną gwiazd ekranu i prasy, można pobuszować w sklepie pełnym M&M'sów.
Do Las Vegas przylecieliśmy w nerwach - trochę za późno przyjechaliśmy na lotnisko JFK w Nowym Jorku i naprawdę w ostatniej chwili weszliśmy do samolotu. Miasto kasyn przywitało nas spiekotą i olbrzymimi porcjami jedzenia :) Ponieważ nie udało się wygrać w ruletkę auta, wzięliśmy je z wypożyczalni i zaczęła się najpiękniejsza część wyprawy: zwiedzanie parków narodowych. Najpierw jednak zobaczyliśmy potężną Zaporę Hoovera i zjawiskowy Antelope Canyon.
Potem przyglądaliśmy się kolejnym geologicznym cudom: Grand Canyon, Monument Valley, Arches, Capitol Reef, Zion, Death Valley... Każdy park inny, w każdym jakaś przygoda...
Szybko przejechaliśmy w poprzek Kaliforni by zobaczyć Pacyfik na wysokości San Simeon. Było już za ciemno i zimno na kapiel, ale i tak widok drugiego oceanu wzbudził w nas wielką radość. Następnie malowniczą Highway 1, wijącą się wzdłuż wybrzeża, ruszyliśmy na północ. Zwiedziliśmy Monterey i jego akwarium, a po dotarciu do San Francisco oddaliśmy naszego Dodge'a.
San Francisco to zupełne przeciwieństwo NYC - jasne i przyjazne, choć są i mniej przyjemne dzielnice. Za występki nie można już trafić do Alcatraz, ale można je zwiedzić :)
Ostatni etap to spotkania rodzinne. Zmoczyliśmy się w wodospadzie Niagara, wjechaliśmy na szczyt wieży telewizyjnej w Toronto, poznaliśmy korzenie amerykańskiej państwowości w Filadelfii...
W miesiąc zaledwie liznęliśmy Amerykę Północną, choć pokonaliśmy ładne kilkanaście tysięcy kilometrów. Chętnie wrócimy, by znów pokonywać puste autostrady, spędzić więcej czasu w parkach, jeść świetne dania kuchni meksykańskiej i nocować w motelach "6". Może tym razem pożyczymy harleye?