Gdzie spędzić tydzień zimowych wakacji ze Stasiem? Wybraliśmy Ustroń, który skusił nas szeregiem atrakcji pozanarciarskich. Szybko znalazłem ciekawe gospodarstwo agroturystyczne "Folwarczek", które okazało się strzałem w dziesiątkę. Mieszkaliśmy naprawdę komfortowo, a Staś mógł oglądać z bliska krowy, świnie, kozę Melę, królika, kury...
Każdy dzień mieliśmy podzielony popołudniową drzemką Stasia, ale i tak pozostawało mnóstwo czasu na wędrówki i zwiedzanie okolicy. Zaczęliśmy od najwyższego okolicznego szczytu, Czantorii. Wjechaliśmy nań wyciągiem, ale potem się rozdzieliliśmy: Pala szusowała na nartach, my ruszyliśmy zdobywać szczyt. Przebiega przez niego granica polsko-czeska, a pod nim swoją siedzibę ma ośrodek hodowli ptaków drapieżnych.
Kolejna góra okalająca Ustroń to Równica. Choć można wjechać niemal na sam szczyt ładną asfaltową drogą, Staś dzielnie wdrapał się na górę na plecach wspinającego się pieszo ojca. I choć wędrówka obfitowała w piękne widoki, wybrał kilkudziesięciominutową drzemkę...
Innym razem podjechaliśmy już na Równicę razem, by z niej wyruszyć do pobliskiego Kamienia Ewangelików, miejsca nabożeństw protestanckich odprawianych pod gołym niebem. Wyprawę zakończyliśmy kolacją w urokliwej góralskiej karczmie...
Ustroń to nie tylko góry. Najbardziej zaskoczył nas Leśny Park Niespodzianek - połączenie parku i zoo z krajowymi dzikimi zwięrzętami leśnymi. Byliśmy zachwyceni pokazem sokolnika, który tresował swoich podopiecznych (sokoły i orły) tuż nad naszymi głowami. Po parku swobodnie poruszały się sarny i małe świnki, a inne zwierzęta leśne też można było oglądać - i usłyszeć - z bliska...
Niedaleko Ustronia znajdują się inne ładne miejscowości, które przy okazji zwiedziliśmy: Wisła, Brenna, Cieszyn... Ale na ich atrakcje mieliśmy już zbyt mało czasu, więc zwykle poprzestawaliśmy na krótkim spacerze i gorącej czekoladzie. Jest gdzie wracać!